Załamanie w branży turystycznej spowodowane przedłużającą się pandemią COVID-19, odczuwają nie tylko touroperatorzy i biura podróży. Coraz głośniej o wsparcie dopominają się bowiem przewoźnicy autokarowi, którzy w obliczu bezsilności i w desperacji, pikietują już na ulicach. Przewoźnicy czują się pominięci przez rząd i potraktowani gorzej, niż ich koledzy z Niemiec, Czech czy Węgier. Wiosenny lockdown mocno nadszarpnął kondycję branży przewoźników, a perspektywa przedłużania obostrzeń – rodzi widmo plagi bankructw dla wielu firm transportowych. Czy dojdzie do satysfakcjonującego przewoźników przełomu?

Żal i bolączki protestujących przewoźników

Konsekwencją narastających emocji i zaciskania się finansowej pętli wokół szyi przewoźników, był uliczny protest, jaki zorganizowali przedstawiciele branży z końcem października w Krakowie i Warszawie. Jako przyczynę kłopotów, w jakie popadli, przewoźnicy autokarowi wskazują oczywiście pandemię COVID-19 oraz towarzyszące jej globalne restrykcje rządowe. Pomoc, jaką przewoźnicy otrzymali w czasie wiosennego lockdownu okazała się niewystarczająca, w kontekście dalszego utrzymywania się obostrzeń dla turystyki.

Oprócz braku bieżących przychodów, protestujący wskazują przede wszystkim na olbrzymie koszty stałe utrzymywania niepracującego taboru. Wśród wydatków, jakie muszą ponosić właściciele firm transportowych są m. in. raty leasingowe/kredytowe, ubezpieczenie, przeglądy, konserwacja. Skutkuje to dramatyczną sytuacją dla prowadzonego przez nich biznesu, a w rezultacie również dla ich rodzin. Nie brakuje też głosów o działaniach windykacyjnych ze strony banków, których przewoźnicy nie są w stanie zaspokoić regularnymi ratami kredytowymi czy leasingowymi za swoje pojazdy. Tragiczna sytuacja finansowa i niemal zerowe dochody, uniemożliwiają im także sięgnięcie we własnym zakresie po wsparcie bankowe/pożyczkowe (brak zdolności kredytowej).

Czego oczekuje branża, czyli postulaty przewoźników

Branża przewoźników autokarowych opracowała kilkadziesiąt różnych postulatów i naprawczych koncepcji, jakimi bezskutecznie starała się wcześniej zainteresować przedstawicieli rządu. Spośród blisko stu pomysłów przewoźnicy wybrali więc sześć najistotniejszych działań, jakie umożliwią przetrwanie firmom transportowym funkcjonującym w turystyce. Protestujący zdecydowali się nie wywarzać otwartych drzwi, dlatego skupili się głównie na sprawdzonych rozwiązaniach przyjętych w innych krajach europejskich.

Przewoźnicy oczekują m. in. dopłat do autobusów, zróżnicowanych w zależności od klasy emisji spalin i gabarytów pojazdu. Obecnie, na tego typu wsparcie, mogą już liczyć właściciele firm transportowych w Czechach, Niemczech oraz Austrii. Kolejną oczekiwaną formą pomocy jest prolongowanie płatności rat kredytowych i leasingowych do połowy 2021 roku, co obowiązuje np. na Węgrzech. Niezbędnym elementem wsparcia, na jaki liczą przewoźnicy, są także dodatkowe środki z puli PFR – do wysokości 24 proc. obrotu danej firmy (na wzór hiszpański).

Branża przewoźników chciałaby również zasadnego umorzenia otrzymanej wcześniej subwencji PFR oraz zwolnienia ze składek ZUS na kolejny kwartał. Na wzór innych europejskich rozwiązań pomocowych, wybrzmiewa też postulat dotyczący dopłat do wynagrodzeń kierowców i tzw. postojowego.

Realne wsparcie czy zasłona dymna?

Co na to wszystko rząd? Rząd powierzył zadanie w zakresie udzielenia pomocy dla przewoźników autokarowych w ręce ARP. Agencja Rozwoju Przemysłu ma pomysł odkupienia przedmiotu finansowania od firm leasingowych (włącznie z ich wierzytelnościami, czyli wymagalnym długiem przewoźników). Jednocześnie, ARP oferuje przewoźnikom roczną karencję w spłacie. Koncepcja ta nie spotyka się jednak z uznaniem środowiska przewoźników, ponieważ – jak twierdzą – ARP żąda od nich solidnego zabezpieczenia (np. nieruchomości). Protestujący wprost oceniają działania ARP, która podobno nieustannie „szuka dziury w całym” przy weryfikacji wniosków – jako pozorowaną pomoc i zasłonę dymną.

Oblicza kryzysu w branży przewoźników autokarowych w liczbach

Branża nieustannie minimalizuje swoje potrzeby i oczekiwania, licząc na sprzężenie zwrotne ze strony polskiego rządu. Przewoźnicy uznali nawet, że spadek przychodów do poziomu 40 proc. byłby dla nich akceptowalny. Okazuje się jednak, że zaledwie 20 proc. branżowych podmiotów mieści się w tym ograniczonym progu dochodowym, jaki pozwoliłby przetrwać firmom transportowym.

Właściciele firm przewozowych podnoszą też inny argument – epidemią koronawirusa zatrudniali ponad 70 tysięcy pracowników (aktualnie spadek o ok. 30 proc.). W różnych formach do budżetu państwa trafiała z tego tytułu kwota 1 miliarda złotych. Przewoźnicy szacują, że wartość oczekiwanego przez nich wsparcia nie przekracza 200 mln. złotych. Wskazują ponadto, że niemiecki rząd udzielił rodzimej branży 4-krotnie wyższej pomocy (ok. 170 mln. EUR). W międzyczasie, czeski rząd przyznał po ok. 30 tys. złotych bezzwrotnej dotacji na pojazd (przez okres 5 miesięcy).

W Polsce działało do niedawna ponad 3 tysiące firm przewozowych, które dysponowały ok. 14 tysiącami autokarów. Przewoźnicy obsługiwali głównie imprezy i wycieczki z udziałem turystów z Azji, ale nie tylko. Brak wystarczającego wsparcia dla tego ważnego segmentu branży turystycznej – sprawi, że rynek przejmie zagraniczna konkurencja, która otrzymała adekwatną do sytuacji pomoc.