Pandemia nie tylko z całą mocą uderzyła w branżę turystyczną, ale sprawiła też, że przedsiębiorcy z poszczególnych jej segmentów zaczęli ze sobą bliżej współpracować. Przykład? Wprowadzenie wypoczynku w Polsce przez dotychczasowych specjalistów od wyjazdów zagranicznych. O perspektywach współpracy między biurami podróży i hotelami oraz o bieżącej sytuacji tych ostatnich rozmawiamy z Markiem Łuczyńskim, prezesem Polskiej Izby Hotelarzy.

Marzena German: Od 12 lutego hotele znów mogą być otwarte, na razie przez dwa tygodnie. Z perspektywy branży rząd chyba ociąga się z ogłoszeniem decyzji dotyczących dalszego ich funkcjonowania albo zamknięcia?

Marek Łuczyński: W czwartek (18 lutego – aut.) mieliśmy kolejne robocze spotkanie z wicepremierem Jarosławem Gowinem. Niestety nie dowiedzieliśmy się niczego na temat naszej najbliższej przyszłości. Wicepremier sugeruje, żebyśmy zaczekali do ogłoszenia decyzji przez premiera, co ma nastąpić w połowie przyszłego tygodnia. Osobiście prosiłem, żeby informacja została przekazana wcześniej, bo hotelarze muszą wiedzieć z wyprzedzeniem, czy mogą działać dalej, czy mają się zamykać.

MG: I jak zareagował wicepremier?

: Pan Jarosław Gowin podkreślił, że decyzja leży w gestii Ministerstwa Zdrowia i Rady Medycznej. To dla nas żadna nowość, ale skoro tak, to dlaczego w spotkaniach z branżą nie uczestniczy żaden przedstawiciel resortu zdrowia?

MG: Po ogłoszeniu decyzji o otwarciu hoteli był przecież wideoczat z ministrem Adamem Niedzielskim.

: Tak, to było raz. Nie oczekujemy, że na każdym spotkaniu pojawi się sam minister, ale mógłby być obecny inny wysoki rangą urzędnik. Przecież tu chodzi o być albo nie być dla hoteli.

MG: A gdyby na spotkaniu był przedstawiciel MZ, co by mu Pan powiedział?

MŁ: To samo co wicepremierowi lub nawet więcej. Po pierwsze zapytałbym się, na jakiej podstawie Rada Medyczna sprzedaje społeczeństwu fałszywą tezę jakoby mobilność Polaków była tym faktorem, który powoduje dramatyczny wzrost ilości zakażeń na Sars-COV-2? Przecież m.in. innymi niemiecki Instytut Kocha przedstawił niedawno bardzo dokładne badania świadczące o tym, że nie ma absolutnie żadnej korelacji między ruchem turystycznym a rozpowszechnianiem się wirusa. Bardzo ciekawe badania przedstawiła również Lokalna Organizacja Turystyczna w Szklarskiej Porębie. Proszę sobie wyobrazić, że w okresie letnim 2020 roku w Karkonoszach na prawie 3 mln ludzi (turyści + mieszkańcy) przebywających wówczas w tym regionie nastąpiło jedynie 88 zakażeń na COVID-19. To jest przecież garstka !!! Na pewno wspomniałbym o tym, że potrzebujemy harmonogramu wyjścia z kryzysu. Polska Izba Hotelarzy postuluje, żeby decyzje, które zapadają, obowiązywały przynajmniej przez miesiąc. Wówczas można by lepiej planować. Niestety dostałem odpowiedź od wicepremiera Gowina, że rząd nie rozpisze rozporządzeń dla branży hotelowej w perspektywie dłuższej niż 14 dni.

MG: Myślę, że to nie tylko problem dla hotelarzy, ale też dla biur podróży, które wprowadziły przecież do sprzedaży ofertę pobytową w Polsce.

: Bieżących problemów jest tak wiele, że prawdę mówiąc nie patrzymy na to z tej perspektywy, ale ma Pani rację, współpraca z touroperatorami to ważny aspekt, nad którym trzeba się pochylić. Myślę nawet, powiem więcej, będę o to apelował, by powołać „okrągły stół” turystyki, na którym spotkaliby się przedstawiciele różnych segmentów branży i porozmawiali o tym, jak w czasie kryzysu pandemicznego budować swoją pozycję wspólnymi siłami.

MG: Biura podróży to dla hoteli dodatkowy kanał dystrybucji, chyba warto o nich zadbać.

: Tak, szczególnie, że do PIH należą hotele niezależne, rodzinne które mogą być atrakcyjne dla touroperatorów. Choć w czasie pandemii trudno mówić o wyraźnych trendach konsumenckich, bo ruchu turystycznego praktycznie nie było, to faktycznie widzimy, że klienci uciekają od dużych skupisk ludzkich, a to szansa dla mniejszych obiektów, czy tych położonych w mniej popularnych miejscowościach. Oczywiście w dalszym ciągu gros osób wyjedzie do Zakopanego czy do Sopotu, by pochodzić po tamtejszych słynnych deptakach, ale wielu Polaków wybierze inne miejsce wypoczynku.

MG: Czyli morze, góry i Mazury zejdą na plan dalszy?

: To nie tak, myślę raczej o większym zainteresowaniu agroturystyką, pensjonatami, małymi hotelami, ale też wakacjami na kempingu – również tzw. „glamping” stanie się coraz popularniejszy. Zresztą hotelarze już reagują na te zmiany zachowań i na swoich terenach szykują miejsca pod namioty czy kampery. Widzimy też, że rośnie liczba inwestycji w wolnostojące domki.

MG: Skoro jesteśmy prze trendach – jak, Pana zdaniem, w tym roku będą wybierać Polacy?

: Sądzę, że turyści będą decydować się na dłuższe pobyty, a wypady weekendowe, w tym city breaki chwilowo stracą na popularności. Jeśli lockdown potrwa jeszcze dłużej, społeczeństwo dramatycznie zbiednieje. A wtedy cena będzie miała zasadnicze znaczenie, jakość czy wygoda zejdą na plan dalszy. Obawiam się, że między hotelarzami w Polsce dojdzie do ostrej wojny cenowej. Z drugiej strony ceny mogą skoczyć w górę…

MG: A jedno nie wyklucza drugiego?

: Nie, już tłumaczę. Sytuacja w branży hotelowej naprawdę jest tragiczna, a to z kolei dobra wiadomość dla inwestorów. Propozycje przejęcia obiektów przez zagraniczne fundusze inwestycyjne czy też duże sieci międzynarodowe nie są rzadkością, problem polega na tym, że oferują jedną trzecią, a nawet jedną czwartą wartości obiektu. Jeżeli lockdown będzie dalej trwał albo co gorsza zostanie jeszcze mocniej zaostrzony, to ten stan rzeczy grozi totalną eksterminacją hotelarzy niezależnych, rodzinnych… Może się okazać, że za parę miesięcy nie pojedzie Pani na wczasy do pensjonatu „Pani Basi” do miejscowości górskiej, bo ona już zdąży zbankrutować tylko do wielkiego molocha sieciowego w którym ta sama Pani Basia będzie pracowała w housekeepingu albo w kuchni. Zapewniam Panią, że tego rodzaju hotel sieciowy będzie kilkukrotnie droższy od tradycyjnego pensjonatu, wcale nie zapewniając przy tym lepszych warunków noclegowych czy usługowych.

MG: Hotelarze mają swoje argumenty, ale argumenty ma też rząd, kiedy mówi, że trzeba reagować elastycznie, bo przecież nikt nie wie, jak długo potrwa pandemia i jak będzie się rozwijać. W tym samym tonie wypowiadają się eksperci z dziedziny epidemiologii, czy wirusologii.

: Tak, ale z drugiej strony znany w Polsce dr Paweł Grzesiowski uważa, że lockdowny są nieskuteczne. Obawiam się, że za chwilę doświadczymy déjà vu – w marcu znów się zamkniemy, otworzymy się w kwietniu albo maju, powalczymy o wakacje, potem wróci szkoła, zakażenia wzrosną, znów będziemy przekonywać, że turyści powinni móc wyjechać na Boże Narodzenie a potem na ferie, że w hotelach jest bezpiecznie. A w międzyczasie olbrzymia liczba firm zbankrutuje. Zresztą już dochodzi do tragedii ludzkich. Będziemy mieli do czynienia z falą depresji oraz, co najgorsze, samobójstw.

MG: A w hotelach jest bezpiecznie?

: Przy zachowaniu odpowiedzialnych procedur sanitarnego zdecydowanie tak. I nie dotyczy to tylko zakwaterowania, ale też wyżywienia. Jako PIH uważamy, że restauracje powinny być otwarte dla gości hotelowych. Posiłki można serwować do stolika albo zastosować bufety obsługiwane przez pracowników oddzielonych od klienta pleksą (tzw. „bufety rotacyjne”).

MG: Takie rozwiązania faktycznie stosują hotelarze za granicą i to się latem zeszłego roku sprawdziło. Wyżywienie jest również ważne z perspektywy klienta biura podróży, który jednak oczekuje nie tylko noclegu, ale także usług towarzyszących.

: PIH opiera się w swoich rekomendacjach przekazanych do Głównego Inspektora Sanitarnego na różnych rozwiązaniach. Zaproponowaliśmy na przykład, by wzorem hoteli z Azji Południowo-Wschodniej wprowadzić funkcję specjalnego kontrolera sanitarnego, który by z jednej strony pilnował przestrzegania zasad reżimu sanitarnego przez pracowników, z drugiej przez klientów w obiektach powyżej 10 pokoi.

MG: A to nie odstraszy potencjalnych gości?

: Nie, pod warunkiem, że informacja o zasadach obowiązujących w hotelu pojawi się z wyprzedzeniem – na stronie internetowej obiektu, a najpóźniej na etapie rezerwacji. Gość powinien też wypełniać ankietę zdrowia, w końcu za epidemię odpowiedzialność wziąć muszą wszyscy – i przedsiębiorcy, i konsumenci. Dużo mówiło i pisało się w mediach o sytuacjach z Krupówek czy ze Szczyrku, a przecież tego problemu można było uniknąć gdyby m.in władza centralna z przedstawicielami samorządów odpowiednio by współpracowali.

MG: To znaczy?

: Wrócę do restauracji hotelowych – gdyby były otwarte, część osób nie kupowałaby jedzenia w lokalnych barach, by potem zjeść je na dworze. Po drugie można ograniczyć liczbę osób, które wejdą do danej strefy miasta, regionu, czy atrakcji turystycznej. Kluczem jest tu pozostawienie zarządzania ruchem turystycznym samorządowcom. To oni wiedzą, ile osób do nich może przyjechać, gdzie się zatrzymają, które miejsca zechcą odwiedzić. Ale, żeby planować, trzeba mieć czas. I tu wracamy do konieczności określenia dłuższego horyzontu czasowego, w jakim możemy planować naszą działalność. I podkreślam, nie dotyczy to tylko hoteli, ale też miast, kurortów, regionów i biur podróży. I o to będziemy w dalszym ciągu zabiegać. Bez mapy wyjścia z pandemii wszystkim będzie bardzo trudno.

MG: Dziękuję za rozmowę.


Marek Łuczyński, prezes Polskiej Izby Hotelarzy. Socjolog turystyki z doświadczeniem zdobytym w Departamencie Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Licencjonowany pilot wycieczek. Specjalista z zakresu sprzedaży i kupna nieruchomości hotelarskich.