Choć wielu przedsiębiorców turystycznych myślało, że w okolicy świąt Bożego Narodzenia, a później ferii zimowych nastąpi przynajmniej lekkie odbicie sprzedażowo-wyjazdowe, kolejne ograniczenia nakładane przez rząd rozwiewają te nadzieje. To powoduje, że sytuacja branży wcale się nie poprawia.

Na konferencji prasowej poświęconej Tarczy Finansowej PFR 2.0, premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że przychody w turystyce spadły z powodu pandemii o kilkanaście procent. Rzeczywistość nie jest tak różowa, jak przedstawia ją szef rządu – straty na rynku touroperatorskim i agencyjnym sięgają od 70 do 85 proc., w zależności od rodzaju prowadzonej działalności. Biura bazujące na wycieczkach czarterowych odczuły pandemię mocniej niż specjaliści od dynamicznego pakietowania, ale jakby nie liczyć, wszyscy daleko odbiegają od poziomów wspomnianych przez premiera. Przedsiębiorcy turystyczni będą mogli ponownie ubiegać się o wsparcie w ramach wspomnianej tarczy, a od tego, na ile ta pomoc będzie wystarczająca, będzie zależeć ich dalsza kondycja. To prowadzi do kolejnego pytania – ile firm zdoła się utrzymać na rynku, ile zostanie przejętych, a ile wyjdzie z kryzysu obronną ręką. Ciekawa jest głównie ta druga kwestia – w końcu o potencjalnych przejęciach w turystyce przez zagranicznych inwestorów mówi cały świat. Aż chciałoby się zapytać, kim są ci zagraniczni potentaci, skoro w żadnym kraju nie są u siebie?

Specjaliści szykują się do wytężonej pracy

Pewne znaki świadczące o tym, że przejęć może być więcej niż zazwyczaj, dochodzą z Zachodu. Przykładem jest Hiszpania – tamtejszy oddział firmy konsultingowej KPMG wzmocnił właśnie swój zespół ds. przejęć w hotelarstwie i turystyce łącząc te dwa obszary w jeden. W ten sposób chce wesprzeć swoich klientów przy podejmowaniu decyzji biznesowych. Pracują w nim zarówno specjaliści ds. przejęć i fuzji, nieruchomości i transakcji. Hiszpania jest jednym z tych kierunków, które bardzo mocno ucierpiały z powodu pandemii koronawirusa, a na tamtejszych portalach ogłoszeniowych znaleźć można kilkadziesiąt ofert sprzedaży hoteli na samych Balearach. Oczywiście to, że ktoś wystawia firmę na sprzedaż, nie oznacza jeszcze, że ktoś inny ją kupi. Pandemia dotknęła nie tylko branżę turystyczną, ale też inwestorów, co z kolei wpływa na liczbę realizowanych transakcji. Tu widać jednak pewną zmianę – jak wynika z analiz firmy GlobalData w październiku tego roku zawartych zostało 116 umów w sektorze turystycznym na całym świecie, co oznacza wzrost o 13,7 proc. miesiąc do miesiąca. – Mimo że sektor został najmocniej dotknięty pandemią koronawirusa, trend spadkowy notowany w poprzednim miesiącu odwrócił się, co związane jest ze zwiększoną aktywnością inwestorską w Ameryce Północnej i w Europie – mówi Aurojyoti Bose, główny analityk w GlobalData. Najwięcej transakcji przeprowadzonych było w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji i Chinach, mniej w Korei Południowej i Australii, ich liczba była niewielka także w Niemczech i Kanadzie.

Bez danych nie będzie wniosków

Zapytaliśmy Andrzeja Betleja, prezesa firmy analitycznej Traveldata, o kondycję polskiej branży turystycznej i ewentualne inwestycje na tym rynku. – Trudno w tym momencie wyrokować o kondycji polskich touroperatorów, bo żaden z nich, poza Rainbowem, który notowany jest na giełdzie, nie pokazuje swoich danych – mówi. – A bez danych nie da się wyciągać prawidłowych wniosków – dodaje. Andrzej Betlej jest jednak przekonany, że rynek turystyczny w Polsce skurczy się, a taka sytuacja utrzyma się przez około dwa lata. Trzeba też obserwować, którzy gracze zyskają najwięcej udziałów, a którzy stracą. Z analiz cen wyjazdów zagranicznych prowadzonych regularnie przez Traveldatę wynika, że najbardziej agresywni pod względem przecen ofert są TUI Poland i Coral Travel, a więc do nich klienci mogą udać się w pierwszej kolejności. Ważną rolę odgrywać będą także linie lotnicze, w tym tanie, bo wszyscy eksperci zgodnie przewidują, że w pierwszej kolejności odbudowywać się będą wyjazdy turystyczne. To oznacza, że przewoźnicy nie tylko będą wchodzić mocniej w ten segment, ale też zostaną na nim na dłużej.

Dobra dystrybucja najważniejsza

Dla kondycji polskiej branży znaczenie ma, zdaniem eksperta, zakres pomocy udzielonej przez państwo. Im mniejsza, tym większa chęć do pozyskiwania inwestorów lub wystawienia firmy na sprzedaż. – Dziś wszyscy jeszcze myślą, że sobie poradzą i wyjdą z kryzysu obronną ręką. Część może zakładać, że pandemia nauczy ich, jak prowadzić dalej firmy, a nowe strategie przyczynią się do wzrostu ich wartości. Dopiero wówczas mogą chcieć wystawić je na sprzedaż – uważa. Andrzej Betlej, zapytany, jakimi przedsiębiorstwami mogliby potencjalnie być zainteresowani inwestorzy, odpowiada, że tylko tymi, które mają dobrze rozwiniętą sieć dystrybucji. Natomiast organizatorzy, którzy współpracują jedynie z pośrednikami zewnętrznymi, nie przedstawiają już takiej wartości. Druga grupa „łakomych kąsków” to biura z dostępem do hoteli, przy czym nie chodzi tylko o dobre relacje z hotelarzami, bo te może zabić pandemia, ale posiadające własne sieci lub zarządzające obiektami. W Polsce na rozwój swoich obiektów stawia Rainbow – na razie biuro posiada pięć hoteli w Grecji. – Być może przydałaby się tu większa dywersyfikacja kierunków czy wielkości obiektów, ale to dobry kierunek rozwoju – uważa Andrzej Betlej.

Przyszłość wkroczyła do sieci

Ekspert zwraca też uwagę na przyszłość biur agencyjnych – jego zdaniem w przyszłości klienci będą bardziej skłonni szukać informacji w internecie i zamawiać wyjazdy online. – Pandemia nauczyła nas kupowania w sieci. Nawet sceptycy zaczęli zamawiać produkty na stronach internetowych, to widać w statystykach sprzedaży. Te nowe przyzwyczajenia przeniosą się również na inne branże. Jedną z nich może być turystyka – konkluduje.