IATA twierdzi, że zarażenie się koronawirusem w samolocie jest praktycznie niemożliwe, według Instytutu Kocha do 90 proc. zakażeń dochodzi w pracy lub w domu, polscy klienci zakaz korzystania z noclegów przy wyjazdach turystycznych zwyczajnie obchodzą. Czy restrykcje jeszcze pomagają, czy już tylko przeszkadzają w prowadzeniu firm?

Coraz więcej państw wprowadza czasowy zakaz prowadzenia działalności przez obiekty zakwaterowania zbiorowego. Taką decyzję podjęli już kilka tygodni temu Niemcy, od niedawna na Węgrzech z hoteli można korzystać tylko w ramach podróży służbowych, tak samo zresztą jest w Polsce. To nie sprzyja biznesowi, nasi hotelarze notują obłożenie na poziomie kilku procent, tymczasem, jak mówi Marcin Mączyński, sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, zazwyczaj o tej porze roku pokoje były wykorzystane w 60-70 proc.

Z ankiety przeprowadzonej przez IGHP, w której udział wzięło 306 obiektów wynika, że w październiku przeciętne obłożenie wyraźnie spadło. 43 proc. obiektów odnotowało średnią frekwencję poniżej 20 proc., 42 proc. odpowiedziało, że wahała się między 21 a 40 proc., tylko u 15 proc. ankietowanych przekroczyła 40 proc. W październiku o gorszych wynikach mówią już nie tylko hotele miejskie, ale też typowo pobytowe. To oznacza, że sezon letni udało się przedłużyć tylko do końca września, a program „Polski Bon Turystyczny” nie wykreował dodatkowego popytu w miesiącach poza wakacyjnych.

Od 7 listopada obiekty mogą przyjmować jedynie gości biznesowych. – Gość musi podpisać oświadczenie, że znajduje się w podróży służbowej, a faktura za nocleg być wystawiona na firmę, która go w tę podróż wysyła – tłumaczy Marcin Mączyński. Jak to bywa, teoria rozbiega się z praktyką. Część hotelarzy wymaga jedynie oświadczenia, że klient wyjechał w związku z wykonywaną pracą, niektórzy turyści kupują zakwaterowanie u pośrednika – touroperatora czy u agenta – wówczas faktura jest wystawiana na firmę turystyczną, a ta nie weryfikuje, w jakim celu klient zamówił i opłacił u niej nocleg.

Branża argumentuje

Problemem jest to, że nie istnieją na razie badania, które potwierdziłyby z całą pewnością, czy i w jakim stopniu podróżowanie przyczynia się do rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wiadomo, że przy lotach pasażerskich zagrożenia jest bardzo małe, bo co 2-3 minuty powietrze na pokładzie samolotu jest wymieniane, a do tego oczyszczane przez zainstalowane filtry HEPA.

Takie analizy przedstawiło Międzynarodowe Stowarzyszenie Przewoźników Lotniczych (IATA). Jeśli dołożyć do tego testowanie pasażerów przed odlotem – na taki krok zdecydowała się np. Lufthansa, prawdopodobieństwo zarażenia się w związku z podróżą lotniczą, jeszcze bardziej spada. Wyjaśnijmy, 12 listopada przewoźnik rozpoczął pierwszą próbną serię szybkich testów na obecność antygenu covid-19 na wybranych rejsach między Monachium a Hamburgiem. Całą procedurę i koszty z tym związane linia bierze na siebie. Na wyniki testu trzeba będzie poczekać od 30 do 60 min., a karty pokładowe zostaną aktywowane tylko w przypadku negatywnego wyniku.

Zakazy podróżowania pod dyskusję poddaje też niemiecki Instytut Roberta Kocha (IRK), który twierdzi, że ograniczenia te nie są efektywnym narzędziem w walce z pandemią. Jak mówił prof. Dirk Brockmann, kierownik działu Komputerowych Analiz Epidemiologicznych w stacji telewizyjnej ZDF, skoro wirus jest wszędzie, zakazy przemieszczania się nie są nieskuteczną bronią w walce z pandemią.

Teraz najważniejsza jest edukacja ludzi i uświadamianie im, jak duże znaczenie w jej zwalczaniu odgrywa stosowanie znanych zasad: utrzymywanie dystansu społecznego, zakrywanie ust i nosa i przestrzeganie zasad higieny bez względu na miejsce, w którym się przebywa – czy to we własnym kraju, za granicą, w restauracji, w podróży czy na prywatnym spotkaniu towarzyskim.

Na tej podstawie tamtejsze organizacje branżowe DRV (Deutscher ReiseVerband, odpowiednik Polskiej Izby Turystyki) i DTV (Deutscher Tourismusverband) wystąpiły z oficjalną krytyką ograniczania przez rząd wolności podróżowania i udzielania noclegów. Ich zdaniem, nie ma wystarczających podstaw do wprowadzania takich restrykcji. Niestety z powodu działań rządu powstaje wrażenie, że wyjazdy są jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za rozprzestrzenianie się wirusa.

Tymczasem do ponad 90 proc. zakażeń dochodzi w domu, w pracy lub na imprezach. IGHP nie krytykuje zakazów wprowadzanych przez polski rząd, a Marcin Mączyński mówi, że branża rozumie decyzje polityków, bo sytuacja epidemiczna stawia wszystkich w trudnej sytuacji. – Nie ma twardych danych, które by potwierdzały, że ograniczenie podróżowania pozwoli zapanować nad pandemią. Są różne doniesienia zagraniczne na ten temat, ale podczas gdy jedni twierdzą, że skoro wirus jest wszędzie, wyjazdy nie stanowią dodatkowego zagrożenia, inni przekonują, że hotele, restauracje i kluby fitness powinny być całkowicie zamknięte. Jako IGHP apelujemy do naszego rządu o przyznanie dalszej pomocy sektorowi. W przeciwnym wypadku czeka nas fala upadłości i zwolnień pracowników – mówi.

Bezpiecznie jak nigdy

O zdanie zapytaliśmy też Macieja Nykiela, prezesa Nekery – touroperatora, który mocno postawił na ofertę krajową. – W tym roku odwiedziłem wiele polskich hoteli, zarówno służbowo jak i prywatnie i z całą pewnością mogę stwierdzić, że nigdy nie czułem się tak bezpiecznie jak obecnie – podkreśla i dodaje, że podobne odczucia mają klienci. – Nie mieliśmy ani jednej reklamacji na sposób pracy hoteli. Zresztą zachęcam, by przejrzeć fora internetowe, trudno znaleźć na nich skargi na hotelarzy, bo rzeczywiście bardzo profesjonalnie podeszli do kwestii bezpieczeństwa. Czasem można nawet mówić o zbytniej sterylności – twierdzi. – Żeby wejść do restauracji, trzeba zdezynfekować ręce i mieć założoną maseczkę, jedzenie nakładają pracownicy, dlatego argument, że w czasie pobytu w hotelu można się zarazić koronawirusem jest dla mnie dość kontrowersyjny – twierdzi.

Walka z pandemią trwa, a jej ofiarami są nie tylko ludzie zapadający na Covid-19, ale też przedsiębiorcy. Branża turystyczna na całym świecie prosi swoje rządy o pomoc, te ostatnie udzielają jej w różnym zakresie. Jedno jest pewne, niefortunne wypowiedzi polityków zniechęcające do podróżowania nie tylko momentami obniżają popyt do zera, ale też budują przekonanie, że na wyjeździe najłatwiej się zarazić. Tylko czy aby na pewno?